Kardigan, kardigan, kardigan…

Kardigan – czyli szycie od kuchni

Nie dość, że prawie cały proces powstawania swetra ( pardon) – Kardiganu odbył się właśnie w kuchni, to jeszcze klasyczny błąd nr 2 (patrz: Zasady uniknięcia katastrofy ) – zmusił mnie by użyć papieru do pieczenia ( na dodatek w sklepie był tylko brązowy). Pergamin się skończył to znaczy została jakaś żałosna resztka na czapkę lub rękawiczki (sezon zimowy w pełni). Papier do pieczenia jest dość praktyczny (generalnie go polecam, jeśli ktoś przejawia tylko spontaniczne zrywy krawieckie), jednakże ma jedną zasadniczą wadę – jest dość wąski. Tutaj idzie w ruch taśma klejąca i trochę akrobatyki. Gdy już za pomocą szpagatu uda ci się skleić pokłady papieru, które starczyłyby na 5 kg rogalików z marmoladą odrysowujesz szablon (to dość obszerny kardigan, taki na wzór latającej wiewiórki). Na całe szczęście kupiłam marnej jakości papier tak więc jest prześwitujący i nawet brak okularów oraz moja wada wzroku nie przeszkodziła w dojrzeniu linii.

Cięcie dzianiny swetrowej (bo tego właśnie używam do mojego kardiganu – też was śmieszy to słowo? Kardigan, kardigan, po trzech razach brzmi równie głupio jak cielęcina i rododendron), wracając do tematu cięcie dzianiny swetrowej jest wbrew pozorom proste, nożyczki idą jak po maśle. Jeśli tnie się delikatnie materiał nie zwija się i nie strzępi. Zostawia jednak dużo paprochów więc zalecam czyszczenie maszyny po zakończeniu szycia. I odkurzanie – jeśli lubicie nosić czarne spodnie.

screenshot_20170212-193032-2
Przystępujemy do dzieła. Szycie tego swetra to jak jazda autostradą, długo i prosto od czasu do czasu jakiś łuk. Momentami zaczyna mi się nawet nudzić i przestaję patrzeć. Tutaj w zasadzie też naciskam pedał i myślę o celu podróży, żeby droga szybciej zleciała. Trutututututu i tak kilometry nitki później cel zostaje osiągnięty, mój pierwszy Kardigan taki ciepły wspaniale nada się do pracy, w te niekończącą się zimę. Przywdziewam, maszeruje do lustra… K%$#@! nie tak miało być, na plecach robią się fałdy, z przodu falbanki a ja wyglądam jak dinozaur. Mamo pomóż!

Co zrobić gdy zamiast swetra masz kostium dinozaura?

(Gwiazdki oznaczają efektywność podjętych działań od 1-5)

1. Próba pierwsza – pierzemy i wirujemy mając nadzieję, że materiał odrobinę się przykurczy w miejscach gdzie się naciągnął *
2. Próba druga – rozprasowujemy wzdłuż szwów, mocno dociskając żelazko. ***
3. Próba trzecia – przeszywamy ściegiem prostym obok, tym razem pilnując by materiał się nie naciągał. *
4. Próba czwarta – Szyjemy przez papier/pergamin – efekt dobry ale wydłubywanie papieru jest gorsze niż prucie. **
5. Próba dziesiąta – Rozpruwamy (dla zdesperowanych – rozcinamy) i szyjemy jeszcze raz – powodzenia. ****(prawdopodobnie)
6. Desperacja – Wysłać pocztą do mamy w nadziei, że jej szyciowy level Pro dokona cudu i/lub czekać na jej telefon w stylu – nie jest beznadziejnie, ale kupię ci taki jak chcesz. *****
7. Ostatnia deska ratunku – Zaglądamy na forum krawieckie i piszemy rozpaczliwy post o zagrożeniu życia kardiganu, gdzie otrzymujemy radę by odciąć szwy i zmniejszając nacisk stopki szyć jeszcze raz. ***** (pięć gwiazdek efektywności, jeśli jesteś bardzo małym człowiekiem jak ja, na którego pasują urania z działu dziecięcego i zmniejszony sweter wciąż się na ciebie zmieści).

imag30712
Brzmi jak dużo pracy w kolejny weekend … może przyszyję dodatkowe falbanki i oddam go babci, albo będę w nim chodzić po domu i udawać wiewiórkę. Ostatecznie mogę też doszyć na plecach parę trójkątów i wygrać konkurs na przebranie karnawałowe magazynu „Burda” – Praca pt. „Kardigozaurus – Swetrowy dinozaur”.

Z niepowodzenia jednak ostatecznie wyciągam lekcje

1. Dzianina to zło, nie używaj jej jeśli nie musisz. Żartuję, po prostu sprawdź jak ją szyć zanim zrujnujesz 150 cm materiału.
2. Istnieją fora krawieckie, na których uprzejme Panie chętnie ci pomogą lub uświadomią, że „rozciągnięta dzianina jest praktycznie nie do odratowania” ( etap żałoby).
3. Pergamin w rolce nie jest magiczny i kiedyś się skończy.
4. Istnieje coś takiego jak nacisk stopki – czytaj uważniej instrukcje maszyny, jakimś sposobem udało mi się to pominąć.
5. Jak popukasz w żarówkę w maszynie to znów zacznie świecić.
6. Rozpaczliwe tupanie i nieskoordynowane machanie rękami w złości, podczas mierzenia kardiganu w kształcie latającej wiewiórki wygląda jak taniec szamana i z pewnością przyprawi twojego współlokatora o ból brzucha – ze śmiechu.

screenshot_20170212-193143-2

Do porażek trzeba umieć się przyznawać, więc prezentuję wam „chwilowy nieużytek”, wierzę, że kiedyś uda mi się go uratować i dożyje swojej publicznej premiery. Aktualnie służy zastępczo jak koc wieczorami. Gdy wybaczyłam dzianinie jej fochy okazało się, że wspaniale grzeje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s